Dłoń blokująca klocki

Dlaczego boimy się zmian które mogą przynieść nam dobro?

Zauważyłem coś paradoksalnego: często najbardziej boimy się tych zmian, które mogłyby naprawdę poprawić nasze życie. Nowy początek, lepsza relacja, upragniona decyzja – wszystkie te rzeczy bywają przerażające właśnie dlatego, że mogłyby nas wyzwolić. Dlaczego?

Być może znasz to uczucie. Wiesz, że coś już Ci nie służy, ale mimo to trwasz – w tej pracy, w tym układzie, w tym sposobie myślenia. Bo choć jest niewygodnie, to przynajmniej znajomo. Zmiana wymaga odwagi, a przecież nikt nas nie nauczył, jak ufać temu, co jeszcze nieznane i niepewne.

Ale co, jeśli to właśnie lęk przed dobrem trzyma nas w miejscu? Jeśli nauczyliśmy się bardziej bać szczęścia niż porażki? Ten tekst jest zaproszeniem do tego, by zatrzymać się i przyjrzeć temu lękowi z bliska. Bo może to nie zmiana jest trudna – tylko to, co o niej myślimy.

Nasz mózg nie lubi niespodzianek, nawet tych dobrych

To, co nieznane, często wydaje się nam groźniejsze niż to, co boli, ale jest znajome. Nasz mózg jest biologicznie zaprogramowany do unikania ryzyka, a każda zmiana – nawet ta, która może przynieść ulgę lub szczęście – aktywuje w nim alarm. Jakbyśmy mieli w sobie wbudowanego strażnika, który mówi: „Nie ruszaj się, tu przynajmniej wiesz, czego się spodziewać”. Znasz to uczucie? To ta sama niepewność, którą czujesz, gdy masz odejść z pracy, która Cię wypala, ale daje stały dochód. To, co nowe, może być lepsze – ale też nieznane, a dla mózgu „nieznane” często oznacza „niebezpieczne”.

W swojej pracy widzę to niemal codziennie – ludzie tkwią w trudnych relacjach, toksycznych środowiskach czy wewnętrznych przekonaniach, bo choć nie dają im szczęścia, to są przewidywalne. Mózg, pełniący rolę „menedżera ryzyka”, działa tu bardzo konsekwentnie: lepiej przeczekać burzę na znajomym brzegu, niż wypływać na spokojne, ale nieznane wody. I nie chodzi tu o lenistwo czy brak ambicji, ale o biologiczny mechanizm ochronny, który często nie rozróżnia między realnym zagrożeniem a zwykłą zmianą. Czy to nie paradoks, że możemy odrzucać dobro tylko dlatego, że nie mieści się ono w dotychczasowym schemacie?

Jeśli chcesz oswoić ten mechanizm, warto zacząć od nazywania swoich obaw i obserwowania ich z ciekawością, a nie z osądem. Pomaga też zadawanie sobie pytania: „Czy to naprawdę niebezpieczne, czy tylko nowe?”. Możesz też tworzyć dla siebie małe bezpieczne eksperymenty, np. zmieniać jeden element swojej rutyny lub próbować nowego podejścia w relacji. Dając sobie czas i przestrzeń, uczysz swój mózg, że nowość nie musi równać się zagrożeniu. I choć kolejny krok poprowadzi nas w stronę komfortu tego, co znane, warto już teraz zasiać ziarenko odwagi do jego opuszczenia.

Komfort w tym co znane, czyli pułapka strefy bezpieczeństwa

Zauważyłem, że wielu z nas żyje w czymś, co z zewnątrz wygląda na stabilność, ale od środka przypomina klatkę wyścieloną znajomym zapachem. Ta klatka to właśnie strefa komfortu – przestrzeń znanych nawyków, przewidywalnych reakcji i codziennych kompromisów. Można ją porównać do starego fotela, który może i skrzypi, ale wiemy, jak się w nim ułożyć. Nawet jeśli nas uwiera. Czy nie dlatego tak trudno nam podjąć decyzję, która mogłaby coś realnie zmienić?

Psychologicznie ta potrzeba pozostania przy znanym wynika z głębokiego lęku przed utratą kontroli i przewidywalności. Nasz umysł traktuje znane – nawet jeśli bolesne – jako coś, co można „ogarnąć”, a każda zmiana burzy tę iluzję panowania nad rzeczywistością. Co ciekawe, im dłużej tkwimy w tym znanym, tym bardziej nasza tożsamość zlewa się z tym, co już dobrze znamy. Przestajemy pytać: „Czy mi w tym dobrze?”, a zaczynamy myśleć: „To po prostu moje życie”. Ale czy powtarzalność zawsze oznacza bezpieczeństwo? Czy to, że coś jest znajome, znaczy, że nas wspiera?

Z mojego doświadczenia wiem, że opuszczanie strefy komfortu nie musi być skokiem na głęboką wodę. Czasem wystarczy przesunąć stopę o kilka centymetrów poza dobrze znaną granicę. Oto kilka sposobów, jak możesz zacząć:

🌱 Mały krok. Zamiast wielkiej zmiany, zrób coś inaczej choćby przez jeden dzień – np. powiedz „nie”, tam gdzie zawsze mówisz „tak”.

💡 Zmienna perspektywa. Zapisz, co Cię w obecnej sytuacji męczy i czego się boisz, gdy myślisz o zmianie. Już sama świadomość daje więcej przestrzeni.

🧠 Obserwacja mechanizmów. Zwróć uwagę, kiedy wybierasz znane tylko dlatego, że je znasz – nie dlatego, że Ci służy.

❤️ Wsparcie emocjonalne. Podziel się swoimi obawami z kimś zaufanym. Czasem czyjeś zrozumienie wystarczy, by wykonać pierwszy krok.

Z tej strefy jeszcze do niej wrócimy, ale zanim to nastąpi, przyjrzymy się bliżej temu, co często powstrzymuje nas bardziej niż cokolwiek innego – lękowi przed stratą. Bo czasem nie boimy się tego, co nowe – tylko tego, co trzeba będzie zostawić.

Lęk przed stratą a nie przed zyskiem

Czasem stoimy na progu czegoś nowego, co może wnieść do naszego życia radośćspełnienie, może nawet wolność – i mimo to cofamy się. Nie dlatego, że nie chcemy zysku, ale dlatego, że boimy się, co trzeba będzie za niego oddać. Strata, nawet potencjalna, potrafi obudzić w nas głęboki, instynktowny niepokój. Jakbyśmy mieli wewnętrzny kalkulator, który zawyża wartość tego, co już mamy, i zaniża wartość tego, co dopiero możliwe. Czy nie dlatego łatwiej trzymać się znanego bólu niż zaryzykować nieznane szczęście?

Zjawisko to, znane jako awersja do straty, jest dobrze opisane w psychologii, ale w codziennym życiu przejawia się bardzo subtelnie. Boimy się nie tyle zmiany, co utracenia punktu odniesienia – pracy, statusu, czy nawet tożsamości, którą zbudowaliśmy na bazie dotychczasowych wyborów. Rezygnacja z tego, co nie działa, może budzić większy opór niż trwanie w tym, co rani. Dlaczego? Bo strata jest konkretna, a zysk – tylko możliwy. Kluczem jest uważność: rozpoznanie, czy trzymamy się czegoś z potrzeby bezpieczeństwa, czy tylko z lęku. I właśnie od tej świadomości może zacząć się prawdziwa zmiana.

💭 Do przemyślenia. Zanim powiesz „nie” nowej szansie, zapytaj siebie: czy naprawdę to nie dla mnie, czy po prostu boję się stracić coś znanego? Czasem największym ryzykiem jest zostać tam, gdzie już nie rośniemy.

Głos wewnętrznego krytyka i jego rola w sabotowaniu zmian

Czy zdarzyło Ci się podjąć decyzję, a potem niemal natychmiast usłyszeć w głowie szept: „To się nie uda”, „Nie jesteś gotowy”, „Kto Ty w ogóle jesteś, żeby próbować?”? Ten głos, dobrze znany wielu z nas, to wewnętrzny krytyk – cichy sabotażysta przebrany za troskę. I choć bywa przekonujący, rzadko mówi prawdę.

Psychologicznie ten głos to efekt wcześnie przyswojonych przekonań – często z dzieciństwa, szkoły, relacji, które uczyły nas, że lepiej nie ryzykować, nie wychylać się, nie ufać sobie. Z czasem zaczynamy powtarzać te komunikaty automatycznie, jakby były naszym własnym głosem. To trochę jak stara płyta, która gra w tle tak długo, że przestajemy ją zauważać, choć wciąż wpływa na nasze decyzje.

Wewnętrzny krytyk często używa słów absolutnych: „zawsze”, „nigdy”, „musisz”. Mówi o Tobie w sposób, który zamyka, a nie otwiera. Co się dzieje, gdy go słuchamy? Rezygnujemy, zanim zaczniemy. Wycofujemy się z relacji, szans i pomysłów. Czy to nie ironiczne, że największy opór przed zmianą bywa wcale nie na zewnątrz, ale w nas samych?

Możesz zacząć od prostego kroku – zauważ, kiedy ten głos się pojawia i nazwij go. Zapisz jego słowa, a potem… porozmawiaj z nimi jak z kimś, kto ma dobre intencje, ale kiepską formę. To pierwszy krok do odzyskania wolności wyboru. W kolejnej części przyjrzymy się temu, jak oswajać zmiany, które naprawdę mogą przynieść dobro.

Jak oswajać zmiany które niosą dobro

Nie każda zmiana musi być rewolucją. Czasem wystarczy niewielki ruch w stronę tego, czego potrzebujesz – zanim jeszcze stanie się to tym, czego pragniesz. Oswajanie dobrych zmian to proces, nie cel. Trochę jak z nowymi butami: na początku mogą uwierać, choć są lepsze od starych. Dlaczego więc to, co dobre, tak często wywołuje niepokój? Bo nasz system nerwowy reaguje nie na jakość zmiany, ale na jej nowość.

Z psychologicznego punktu widzenia kluczowe są trzy elementy: bezpieczeństwoczas i empatia dla siebie. Kiedy wchodzisz w coś nowego – związek, decyzję, ścieżkę zawodową – Twoje ciało i umysł potrzebują przestrzeni, by się w tym zadomowić. Zamiast od razu oczekiwać, że poczujesz się komfortowo, spróbuj stworzyć sobie „miękkie lądowanie”. Możesz wprowadzać zmiany etapami, mówić o swoich emocjach, a przede wszystkim – nie oceniać się za to, że boisz się czegoś dobrego. Im więcej dasz sobie łagodności, tym szybciej wzrośnie Twoja zdolność do zaufania zmianie.

🌱 Warto rozważyć. Zamiast pytać siebie „dlaczego wciąż się boję?”, zapytaj: „co mogłoby sprawić, że poczuję się trochę bezpieczniej?”. Mały krok, wykonany z uważnością, potrafi otworzyć drzwi do dużej zmiany.

Podsumowanie

Wspólnie przyjrzeliśmy się temu, dlaczego czasem boimy się zmian, które mogłyby przynieść nam coś dobrego. Zrozumienie mechanizmów takich jak lęk przed nieznanym, awersja do straty czy głos wewnętrznego krytyka pozwala spojrzeć na siebie z większą czułością, a nie z osądem. Zamiast traktować opór jako słabość, możemy zacząć go widzieć jako naturalną reakcję naszego umysłu, który po prostu próbuje nas chronić. Ta perspektywa daje coś bardzo cennego – świadome wybieranie odwagi, nawet jeśli to tylko jeden krok na raz.

Teraz Twoja kolej, by z tym, co przeczytałeś, wejść w swój codzienny świat. Spróbuj uważniej zauważać momenty, gdy zatrzymuje Cię lęk, choć coś w Tobie czuje, że to może być dobry kierunek. Sprawdź, które z podpowiedzi z tego tekstu możesz przetestować na małą skalę. Pogłębianie świadomości i oswajanie zmian nie musi być trudne – może być nawet przyjemne, jeśli damy sobie trochę czasu i łagodności. Każdy krok w stronę zaufania sobie to już zmiana.

Jeśli ten temat poruszył coś w Tobie – podziel się refleksją, napisz, co z Tobą zostało lub jakie masz własne sposoby radzenia sobie z lękiem przed zmianą. Jestem ciekaw Twojej historii i spojrzenia – może ktoś inny też na tym skorzysta.

Jeśli interesuje Cię temat odwagi emocjonalnej lub wewnętrznego dialogu, zajrzyj też do tekstów o zaufaniu do siebie i relacji z własnym „ja”. Do zobaczenia w przestrzeni refleksji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *